Debilizm
// Marzec 31st, 2010 // Pisane w afekcie

Pisane na ostrym podkurwieniu.
Muszę dać upust emocjom, bo mnie zaraz rozsadzi. Ale od początku.
Dzisiaj miałem test do bierzmowania. Wykułem cały materiał na tip-top. Przychodzi godzina egzaminu. Siedzimy w grupie około 100 osób w kościele. Ksiądz egz(ekutor)aminator zaczyna swój monolog. Aż wreszcie pyta kto się poprawiał ze wcześniejszych egzaminów. Wstaje kilku pętaków, zadaje im kilka pytań, oni nie umieją – siadać. Następnie pyta kto miał ocenę z religii bardzo dobrą. Wstaje z dziesięć osób, w tym ja. Zadaje kolejno kilka pytań. Oczywiście na wszystkie poprzednie pytania, potrafiłem odpowiedzieć poprawnie w 100%. Zaczyna nas pytać oczywiście z tego czego nie umiem – pacierza. Dochodzi do mnie kolejka, odpowiadam, że nie wiem. Pyta mnie o jakąś chędożoną koronkę do czegoś tam. Co ja się modlę, żebym to znał? Nie było w tej książeczce, którą mieliśmy znać, to nie wiedziałem. Potem następuje druga tura pytań. Mógłby mnie zapytać co sądzę o wyskalowaniu kalendarza Majów do 2012 roku i końcu świata, ale nie kurw* musiał mnie zapytać o jakieś cholerne 4 przykazanie kościelne. Kazał mi siąść z boku. Już miałem zamiar pieprznąć się w twarz z pytaniem „po co się wychylasz debilu?”. Mogłem siedzieć na dupie, ale nie! Zachciało mi się oceną pochwalić. A pies to trącał. Niech tylko nie zdam, to moja noga więcej w tym kościele nie stanie.
Jestem maksymalnie zirytowany, toteż wybaczcie możliwe błędy w tekście. Musiałem się wyżalić.





Mówiąc krótko – pussy żeś.
I znowu tego za dużo, aby sensownie rozlokować po tradycyjnych akapitach:
1) „Oczywiście, na wszystkie poprzednie pytania potrafiłeś odpowiedzieć poprawnie w 100%”. Dulak, wyjdź na ulicę, kobiety rzucą się na Ciebie setkami. Przecież jesteś ideałem.
2) Ależ z tego księdza świnia. Nie no, serio, z pacierza przed bierzmowaniem pytać? To poniżej pasa. Przecież na cholerę katolikowi znajomość najbardziej podstawowych z podstaw.
3) „Co ja się modlę, żebym to znał?” – to po co do bierzmowania się pchasz?
4) Po użyciu słów „chędożoną koronkę” oraz „pierdolone 4 przykazanie kościelne” powinieneś poważnie przemyśleć, czy masz cokolwiek w mózgu. Jeśli Ty tak znosisz wytknięcie Ci niewiedzy, to ja nie wróżę Ci żadnej przyszłości poza kopaniem rowów melioracyjnych.
5) Najpierw uświadom sobie ile masz lat. Potem poczekaj z pięć. A dopiero potem sobie wal truizmy w stylu „niech tylko nie zdam, to moja noga więcej w tym kościele nie stanie”. Przynajmniej nikt się z Ciebie nie będzie śmiał, bo zwyczajnie wstyd ludziom za Ciebie będzie.
A tym momencie jedyne na co umiem się zebrać to drwiące parsknięcie.
Pogrążasz się, Dulak.
Myślisz, że sam się pchałem do bierzmowania? Z własnej nieprzymuszonej woli nie przystępowałbym. Gdzieś z 10 lat, może i owszem.
A ja jedyne na co umiem się w obecnej chwili zebrać to sobie sromotnie pojechać, bo ostatnią rzeczą która mi jest teraz potrzebna, to twoja krytyka. Oczywiście pomocna, bom debil, ale to niech poczeka na stosowną chwilę.
Ależ ty jesteś głupi. Do absurdu. Aż żal czasem czytać tego typu rzeczy.
Pchasz się do bierzmowania nie znając pacierza, czyli według domgatów katolickich (nie mylić z chrześcijańskimi!) podstawy całej modlitwy i tej reszty? Nieźle. „Co ja się modlę?” – łał, pchasz się do bierzmowania nie modląc się? Po jaką cholerę? Po co ci to niby, skoro masz w dupie te wszystkie paciorski i pewnie Boga również? Przykazań kościelnych było chyba pięć, przynajmniej jak ja się uczyłem do bierzmowania, więc znakomicie się przygotowałeś. „moja noga więcej w tym kościele nie stanie” – kto wie, może i dobrze, bo nie mam pojęcia po co miałbyś tam łazić. „z własnej nieprzymuszonej woli nie przystępowałbym” – łot? Kto ci niby każe? Ksiądz cię do tego zmusił? Na policję z nim! Bierzmowanie jest dobrowolne. Tak jak wszystko inne.
Jeżeli chcesz być katolikiem, musisz przestrzegać wszystkich ich praw i być ich świadom, a nie wykuć, żeby mieć to z głowy. Możesz też być chrześcijaninem, co jest diametralnie inne od bycia katolikiem. To jednak nie miejsce i nie pora na ewangelizację.
Ta notka to jedna wielka porażka. Przeczytaj ją, a jak nie wyciągniesz wniosków to weź jakiś ciężki przedmiot i walnij się nim z całej siły w łeb.
PS Co sądzisz o Majach i ich obrazkach?
O, to jednak u Was przebiegało to zupełnie inaczej, niż w mojej parafii…
Nie możesz się oburzać na to, że zadał Ci pytanie dotyczące przykazań kościelnych. Przecież pacierz jest absolutną podstawą, nawet na lekcjach religii, gdzie często przy kartkówkach się zdarza dodatkowe pytanie właśnie tego rodzaju. Na kartce od księdza chyba był zawarty pacierz, więc mogłeś się spodziewać – a przykazania kościelne nomen omen nie są aż takie trudne, żeby był kłopot z ich zapamiętaniem. W mojej książeczce były stare, wydrukowałem nowe, przeczytałem kilka razy i po sprawie. Nie trzeba się przecież modlić, żeby coś znać – u mnie jeden z egzamów skupiał się tylko na pacierzu, wystarczyło wykuć na pamięć. Koronka to jednak przesada, z tym się zgadzam.
Poza tym – wyrzekasz się kościoła, bo źle Ci poszło? Nie postępuj jak dziecko. I nie popełniaj błędów takich jak ten wpis. Emocje nigdy nie są dobrym doradcą.
Nie ma to jak podchodzić do bierzmowania bez podstawowej wiedzy.
Swoją drogą, jeśli nie chcesz być bierzmowany, to po co idziesz do bierzmowania? I nie wkręcaj, że rodzice karzą.
Nie wyrzekam się kościoła :D wyrzekam się mojego debilstwa :P mogłem nie wstawać. Ponadto ja powiedziałem te przykazania, ale okazały się jakieś nieaktualne, bo są podobno jakieś nowe. No trudno, jest jeszcze szansa.
A ponadto nie mogłem odmówić bierzmowania. Moja religijna rodzina by mnie zlinczowała.
Czyli wolisz wygodę, jak wszyscy. Szkoda, bo myślałem, że jesteś jednak indywidualistą, a to było tylko pozory.
Jak bym udowodnił swój indywidualizm mając to wszystko w dupie? Skoro jestem wierzący powinienem przyjąć ten sakrament.
Ale nie z przymusu! Wiara to nie przyjmowanie sakramentów, odmawianie pacierzy i chodzenie do kościoła co niedziela. Nie ma powinieniem – jest tylko chcę.
To w końcu koronki są chędożone a przykazania pierdolone czy jednak jesteś wierzący? Bo obie opcje naraz troszkę nie przejdą, wiesz?
Przejdą. Też uważam większość księży za pojebów (Patrz ich samochody), ale za to jestem człowiekiem wierzącym. A fakt, że nie chodzę co tydzień do kościoła, to nic. Bo chyba lepiej być wierzącym cały tydzień, niż raz na pokaz w niedziele, ,,Patrzcie jaki to ja kurwa wierzący jestem, patrzcie ile to ja na tace rzucę”.
Tu mnie nie blokniesz, Andrzej. :)
Oczywiście, że bloknę.
Po pierwsze kler, nie ma nic wspólnego do obrażania i negowania sensu przykazań i koronek. Nie mam w zwyczaju tych drugich odmawiać, co faktu nie zmienia, że szanuję i uznaję :)
Po drugie, jakim cudem na bazie czyjegoś dorobku materialnego (jesteś świadom, że księża też mają wypłaty i są ludźmi, prawda?), dopóki nie jest on ekstrawagancki, zakładasz czy dana osoba jest „pojebem” czy też nie.
A nie chodzenie do kościoła co niedzielę czyni z Ciebie jakże u nas w kraju popularnego „wierzącego, nie praktykującego”. Nie jestem pewien w co takiego wierzysz, skoro nie masz czasu poświęcić 0.5% swojego tygodnia na przejście się do Domu swojego Boga.
I, jako takedown, od kiedy chodzenie na msze oznacza szpanowanie swoją obecnością i ilością kasy rzucanej na tacę? Chodzę do wielu kościołów (przy czym ostatnio duszpasterstwo św. Anny przy UW stanowczo dominuje przez współczesność podejścia do wiary), zdarza mi się stać i przy drzwiach, i na zewnątrz, i przy ołtarzu, i w największym tłumie pośrodku. Zdarza mi się nie mieć przy sobie ani grosza, ale jakąś piątkę staram się nosić. Gdy kazanie schodzi na problem alkoholizmu w domu, który, dzięki Bogu, mnie ani trochę nie dotyczy, po prostu modlę się samemu.
Jest to zwyczajny gest szacunku spisany w tradycji, ruszyć tyłek i przejść się do Pana Boga. On się przechodzi do Ciebie w każdej sekundzie Twojego życia. Przykre, że nie umiesz się odwdzięczyć chociaż tym :)
Pierdolisz głupoty, tradycyjnie.
Szczególnie w tym ostatnim. Zdaje sobie sprawę, że Bóg jest zawsze przy mnie, ale gdzie do kurwy nędzy jest napisane, że pójście na msze do kościoła (Kościoła, nie Domu Bożego), jest jedyną możliwą opcją odwdzięczenia się?
To jak, Łukasz, dyskusja będzie dalej kulturalna i na jakimśtam poziomie, czy wszyscy zaczniecie rzucać kurtyzanami, prąciami i anusami? :)
Przeszkadza Ci to?
@Łukasz
Jakim cudem Ty potrafisz w jednym zdaniu napisać „Bóg” oraz „do kurwy nędzy” to ja niestety nie mam pojęcia :) No i trochę mi przykro, że tak szybko wpadasz w gniew podczas normalnej, kulturalnej dyskusji.
Szczególnie, że nie napisałem, że to „jedyna możliwość”. To raczej taka drugoplanowa możliwość, bo pierwszoplanową były, są i pozostaną dobre gesty względem otoczenia :) A zresztą, czemu ja mam Ci to tłumaczyć. Podstawą techniczną naszego wyznawania wiary jest Katechizm Kościoła Katolickiego. I mam nadzieję, że dosłowne przytoczenie słów z niego Ci wystarczy:
1071: Liturgia jako dzieło Chrystusa jest również czynnością Jego Kościoła. Urzeczywistnia ona i ukazuje Kościół jako widzialny znak komunii Boga i ludzi przez Chrystusa. Włącza wiernych w nowe życie wspólnoty. Zakłada świadome, czynne i owocne uczestnictwo wszystkich.
1072: „Liturgia nie wyczerpuje całej działalności Kościoła”. Powinna ją poprzedzać ewangelizacja, wiara i nawrócenie, a wtedy może ona przynosić swoje owoce w życiu wiernych: nowe życie według Ducha, zaangażowanie w posłanie Kościoła i służbę na rzecz jego jedności.
(aha – zapomniałbym – każdy Kościół to Dom Boży ;)
@Łukasz
Owszem ^^.
No to może i ja coś powiem. Po pierwsze fajnie by było zapytać MNIE (w końcu to mój blog), czy przeszkadzają mi tu lecące „kurwy nędzy”. Osobiście, nie przeszkadzają mi aż tak bardzo, jednak dbam o wysoki poziom konwersacji. Ponadto wielką frajdę sprawia mi patrzenie jak się tutaj przepychacie :D. Ciekawa dyskusja ;)
Ja tylko od siebie powiem, że do kościoła katolickiego chodzić nie trzeba, ale trochę czasu Bogu poświęcić w JAKIKOLWIEK sposób wierzącemu wypada.
I Dulak, masz za jasne literki w tych polach do publikacji kumentarzy, musiałem ściemniać ekran żeby zobaczyć co gdzie wpisać ;P
Więcej potem, bo lecę do kościoła, w końcu Wielki Czwartek :D
@Andrzej, mój imienniku!
Czytałeś Biblię, prawda?
Ciekawi mnie, czy można nazwać Domem Bożym miejsce, które oddaliło się w znaczący sposób od Boga znanego z Pisma i wykreowało swojego bożka według upodobań. Dowaliło chory kult Maryjny, papiestwo, tysiąc cudów i świętych, magiczne rytuały itd. Kiedy w chrześcijaństwie (to pojęcie tak różne od katolicyzmu, że należy je odróżniać) chodziło tylko o to, żeby uznać Jezusa za swojego Pana i Zbawiciela. Nie o jakieś dobre uczynki, wypełnianie przykazań i klepanie regułek – tylko wiara w Jezusa Chrystusa prowadzi do zbawienia.
Można się trzymać tradycji i trwać w iluzji stworzonej przez katolików na przestrzeni dziejów, a można wrócić do korzeni i wielibić Jeszuę – Mesjasza. Można wierzyć ślepo w jakieś cudowne kodeksy i książeczki, a można wierzyć w Pismo Święte.
Tak przy okazji – w GTA IV scenarzyści potrafili zastosować zwrot „Jesus fuckin Christ!” ;)
@Baluk
Rzucanie kurwami i popierdoleńcami na lewo i prawo świadczy tylko o twoim ograniczeniu – nie umiesz tego samego napisać w sposób kulturalny, bez wieśniackich chujów. No i chcesz być fajny.
No to po kolei:
Dulak – jak się nie modlisz i masz to w dupie, to miej też w dupie Kościół. Proste i skuteczne, nonkonformizm to nonkomformizm.
edsonpele – jeśli w religii Nowego Testamentu chodzi „nie o dobre uczynki” to ja jestem bombka choinkowa. „Co uczynicie najmniejszemu z braci moich, mnieście uczynili” na przykład. Wypełnianie przykazań – „Będziesz miłował Pana, Boga Swego (…) a bliźniego swego jak siebie samego” – Jezus nazywa to najważniejszym przykazaniem, a po nim stawia Dekalog. Chcesz komuś wmówić, że przykazania są bez znaczenia?
Zaś co do regułek, rytuałów itd… Ja mogę co najwyżej powiedzieć, co ja uważam i czuję. A ja uważam za słuszne i czuję potrzebę, by oddawać Bogu cześć i poświęcać Mu choć trochę czasu. A tradycje i ryty Kościoła są na to równie dobrym sposobem jak każdy inny, w dodatku mającym ten plus, że a) przez parę tysięcy lat pracowały nad nim różne tęgie głowy, więc jest całkiem przemyślany b) znam je od dzieciństwa, więc są częścią mojej osobowości.
Czemu kult maryjny jest „chory” to ja nie wiem – fakt, bywa przesadzony, ale chory? o.o Ogólnie kult świętych w moim odczuciu jest przede wszystkim stawianiem przykładów ludzi, którzy swoim życiem dawali świadectwo wiary i miłości. A modlitwy do nich mnie też irytują nieco, choć w gruncie rzeczy nie chodzi o modlitwę „do świętego” tylko „za jego wstawiennictwem”, co ma trochę więcej sensu.
Co do cudów – to akurat niekoniecznie Kościół wymyśla. No, chyba, że np. na Fatimę masz jakieś znakomite, niecudowne wyjaśnienie, wtedy pozdro, opublikuj i zmiażdż ciemnotę.
Baluk – wyzywając ludzi, o których nie masz pojęcia, od pojebów tudzież ogólnie wrzucając mnóstwo przekleństw i sporo złości w rozmowę dajesz cudowne wręcz świadectwo swojej wiary, nie?
@Dulak
Wybacz, jeśli, powiedzmy, capnąłem na chwilkę część twoich kompetencji, ale nie lubię, kiedy w czytanej przeze mnie dyskusji (nie wypowiadam się, za mało znam temat) jeden z rozmawiających wyskakuje ze _zbędnymi_ bluzgami :)
@Kradziej
Nie tylko Tobie to przeszkadza. Tak więc proszę Was o powściąganie swojego języka :)
Ponadto podzielam zdanie Ufnala, kult maryjny jest niekiedy troszkę przesadzony, ale z całą pewnością nie „chory”.
@Ufnal
Oj, nie mam teraz ochoty na to, bo jestem zmęczony, ale sytuacja wymaga. ;)
1. Kult Maryi
W Biblii wielbiony ma być TYLKO i WYŁĄCZNIE Bóg! Skąd jakaś Maryja, święci, hę? Piotr raz zareagował: [Dz 10:25-26] „A kiedy Piotr wchodził, Korneliusz wyszedł mu na spotkanie, padł mu do nóg i oddał mu pokłon. Piotr podniósł go ze słowami: Wstań, ja też jestem człowiekiem.” Maryja może być jedynie przykładem oddania Bogu, ale pod żadnym pozorem nie może być wielbiona i czczona – to przywilej Boga.
2. Modlitwy „za stawiennictwem” (czyli i tak najczęściej sprowadzają się do hołdowania Maryi i do modlitwy do NIEJ).
Oczywiście takie praktyki również są sprzeczne z Biblią. I jakieś pokrętne tłumaczenia, że święci i Maryja mają „prosić o łaski” u Boga. Sorry. [1 Tm 2:5] „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus”. Jezus to jedyny pośrednik i żadna tradycja, i żadne tęgie głowy tego nie zmienią – mogą jedynie wpajać od dziecka błędną wiarę. W Biblii istnieje jedynie proszenie ŻYWYCH ludzi o wstawiennictwo i modlitwy do Boga w ich imieniu.
3. Zdziwisz się, ale NIE CHODZI o uczynki i wypełnianie przykazań – takie coś wymyślił kościół katolicki, znowu. [Ga 3:24] „Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, /który miał prowadzić/ ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie.” Zbawienie pochodzi od wiary w Chrystusa i zawierzenia mu się całkowicie – uznania go za swojego Mistrza. To samo tutaj: [Ga 3:9] „I dlatego tylko ci, którzy polegają na wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze.”
Jakub z kolei mówi coś z pozoru sprzecznego: [Jk 2:14] „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy /sama/ wiara zdoła go zbawić?” Z pozoru, bo chodzi dalej o samą wiarę, ale taką prawdziwą, a nie stanie w kościółku co niedzielę – prawdziwy uczeń Chrystusa, jeżeli naprawdę w niego wierzy, to i tak będzie starał się wypełniać przytoczone przez ciebie przykazanie miłości. Bo bycie dobrym chrześcijaninem polega ni mniej, ni więcej na tym, aby naśladować Jezusa.
To chyba wszystko. Na razie.
„I rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto w mię wierzy, choćby też umarł, żyć będzie.”
Każdy człowiek ma wolną wolę nadaną mu od początku i tylko od niego zależy, czy będzie szukał prawdy („Ja jestem Prawdą i Życiem”, pamiętasz? ;) i zostanie prawdziwym chrześcijaninem, czy dalej będzie trwał w obłudzie wykreowanej wokół niego od początku.
Sorry za tamten komentarz, poniosło mnie.
A co do dyskusji, wybaczcie, ale żal mi czasu by ją kontynuować. Wolę poczekać te kilka, kilkadziesiąt lat, potem się przekonam kto miał racje, a kto nie.
Bo gadanie czy Bóg istnieje, czy księża to idioci i rzucanie na prawo i lewo cytatami z Biblii jest trochę ekhem, głupie, żeby nie było, że rzucam wulgaryzmami w tak świętej dyskusji.
edsonpele – A czy przykazania nie nakazują czynić tego, co czynił Chrystus? Ergo czy naśladowanie Chrystusa nie jest wypełnianiem przykazań? I co powiedział Jezus bogatemu młodzieńcowi, kiedy ten zapytał, co ma czynić? [cytatu z pamięci nie podam, ale ufam, że sam znajdziesz] Czy nie to, że ma wypełniać przykazania? A skoro tak, to czy gadanie „nie chodzi o wypełnianie przykazań tylko o naśladowanie Chrystusa” nie jest dość kiepską próbą odwracania kota ogonem?
A ogólnie rzecz biorąc – wierz w co chcesz. Ja osobiście nie posuwałbym się do oceniania, co jest „prawdziwe” a co „obłudą” i czy ktoś, kto chodzi do kościoła, jest gorszy od „prawdziwego Chrześcijanina”, bo po prostu nie czuję się władny… Ale może to tylko ja.
@Łukasz
Rozmowy i doświadczenia, nie wiek sam w sobie, formują nasz światopogląd i wiarę. Omijając takie sytuacje jak ta tutaj nigdy (tutaj cytat z pamięci, z Ufnala : ) „w ogniu dyskusji nie wykujesz swojego zdania”.
@edsonpele
Za cytaty z Biblii masz u mnie plusa. A za pomieszanie wypełniania przykazań i naśladowania przykazań minusa. A więc tie break ;)
Nosz, jaka dyskusja się cała zrobiła. I po co? Każdy i tak zostanie przy swoim. Znienawidzi drugiego, ale przy swoim zostanie. Pheh.
Mniejsza.
Dulak, wiem, że jesteś rozżalony i w ogóle, ale trochę honoru, co? Nie poszło Ci, to musisz bluzgać i szczekać, warczeć? Nie tędy droga. Jak już musisz zgrzytać zębami to nie poprzez rzucanie mięchem i nazywanie przykazań od takich i owakich.
Wiesz, nie jestem z Kościołem. Wręcz przeciwnie – wiele mam tej instytucji do zarzucenia. Ludziom, znaczy się, nie idei. Jak zawsze.
Ale nie upoważnia to mnie, do rzucania mięchem. A wręcz przeciwnie.
Wiem, wkurzony byłeś. Rozumiem. Nie mam zamiaru Cię zwyzywać, znienawidzić, nic z tych rzeczy. Dalej polecam Twój blog i dalej czytam. I wyrażam opinie.
Ja sam miałem, jak podchodziłem do egzaminu, trudności. Choć były one powiązane bardziej z tym, że nie potrafiłem zrozumieć, jak może istnieć egzamin z wiary… choć on nie był z wiary, lecz wykucia. Błech.
Po prostu wykuj, zdaj, zapomnij. Albo nie zapominaj.
I pamiętaj o honorze i poziomie. Nawet, jak jesteś wkurzony (zwłaszcza wtedy) trzeba wyjść z tego z honorem.
Popatrz na Obi-Wana Kenobiego. Jest idealnym przykładem tego, o czym mówię. I w niczym nie przeszkadza tu fakt, że jest istotą fikcyjną ;>
@Ufnal/Andrzej
Nie plątam wypełniania prawa z naśladowaniem i wiarą w Chrystusa. Po prostu do takich wniosków doszedłem po lekturze Biblii. Na pewno bym ich nie wysunął, gdybym nie wyrzucił ze łba wszystkiego, czego nauczał kościół. Jeżeli ktoś chce poznać Boga z Biblii to powinien zapomnieć o wszystkim, czego go nauczono, bo inaczej to będzie zbędna lektura z góry założonymi wnioskami – tak się do prawdy nie dochodzi. Każdy oczywiście może wierzyć, w co chce. Nie nakłaniam do przerzucania się z katolicyzmu na chrześcijaństwo, a tylko informuję. ;) No i szanuję katolików, bo w Biblii Paweł odnosił się do Ateńczyków z wielkim szacunkiem, mimo iż byli oni politeistami.
X. Zapomniałem się odnieść do cudów i wspomnianego przez ciebie cudu w Fatimie (interesujące, że ostatnio podczas rozmowy z moją nauczycielką angielskiego ona też przytoczyła ten przykład ;).
Szatan jest baaardzo przebiegły, a Bóg świadomie pozwala mu na działanie, ba, nawet mu pomaga podczas partyjki szachów udupić jednego z wierniejszych sług [trochę koloryzuję, ale świadomie xD] (historia Hioba).
Tak więc myślisz, że problemem byłoby dla Szatana przybrać postać Maryji i zrobić cud słońca? Bo jak dla mnie – nie.
[2 Kor 11:14-15] „I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości. Nic przeto wielkiego, że i jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość. Ale skończą według swoich uczynków.”
A prawdziwe cuda można odróżnić bardzo łatwo – w tych prawdziwych nauki np. pojawiającego się Chrystusa będą w stu procentach zgodne z Biblią, zaś w tych fałszywych wśród pozornej prawdy będą wymieszane dziesiątki kłamstw mających doskonałym podstępem odsunąć ludzi od Boga.
Fatimskie objawienie jest w 100% zgodne z teologią i tradycją kościoła katolickiego, ale… no, rozumiesz – są niezgodne z Biblią. Nie chce mi się teraz przytaczać wszystkich przykładów, więc posłużę się tylko jednym (przy okazji znowu trafiłem na fragment o naśladowaniu Jeszuy ^^):
[1 Ptr 2:21-22] „Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu.”
W tekście objawienia jest natomiast o tym, że Maryja jest „bezgrzeszna”. Takie coś wymyślił kościół, bo w Biblii jest tylko jeden wyjątek, którego nie objął grzech – tym wyjątkiem jest nasz Pan, Jezus Chrystus.
Poza tym jestem bardzo sceptyczny co do wszystkich „cudów” – po pierwsze ze wspomnianego działania Szatana, a po drugie: nie są mi potrzebne, żeby wierzyć. A jeśli ktoś woli się opierać na taniej magii? ;]
No i oczywiście z Biblią są sprzeczne niektóre sakramenty, papiestwo, nieomylność papieża, wiara w czyściec, wniebowzięcie i jeszcze trochę bym tego znalazł.
PS Nie wiem, czy chodziło ci o młodzieńca z tego fragmentu, ale zakładam, że tak. No cóż, jak dla mnie oczywistym jest, że Jezus wyraźnie zaznacza, że wypełnianie uczynków i przykazań NIE WYSTARCZY. Jeżeli wyciągasz inny wniosek, to wytłumacz, dlaczego (na podstawie Biblii, nie tego, czego cię nauczono – odgórny wniosek to najgorsze, co można zrobic – podkreślam).
[Mt 19:16-26] „A oto podszedł do Niego pewien człowiek i zapytał: Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne? Odpowiedział mu: Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania. Zapytał Go: Które? Jezus odpowiedział: Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego! Odrzekł Mu młodzieniec: Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje? Jezus mu odpowiedział: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe.”
Tak, Jezus mówi o przykazaniach, ale podkreśla, że one nie wystarczą, bo nawet ktoś, kto przestrzega wszystkiego, a nie uwierzy w Jezusa, nie zostanie zbawiony. Ideałów nie ma, oprócz Jezusa.
@Ufnal/Andrzej – ciąg dalszy
Hahahaha! Polecam program Biblia 1.4, ułatwia szukanie fragmentów. ;) Znalazłem jeszcze parę wersetów, które chyba już najdobitniej mówią o tym, że jesteśmy zbawianie za WIARĘ w Jezusa, a nie przez uczynki.
[Ef 2:8-9] „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił.”
[Rz 3:22-24] „Jest to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą. Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie.”
[Rz 6:23] „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.”
[Jn 14:6] „Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.”
Jezus umarł za nas na krzyżu dla naszego zbawienia. Koniec i kropka, moim zdaniem nie ma tu o czym dyskutować. ;)
Na koniec jeszcze Dzieje Apostolskie – Zbawienie to JEZUS CHRYSTUS!
[Dz 16:30-31] „A wyprowadziwszy ich na zewnątrz rzekł: Panowie, co mam czynić, aby się zbawić? Uwierz w Pana Jezusa – odpowiedzieli mu – a zbawisz siebie i swój dom.”
Nie ma to jak iść do bierzmowania bez podstawowej wiedzy. Osobiście kiedy to 2 lata temu miałem bieżmowanie takich rzeczy nie było. Ksiądz niczego nei pytał, ot co index tylko, a na lekcji oczywiście kartkówki ze specjalnej książeczki
edsonpele – Dyskutować jest nad czym, i owszem. Nikt nie przeczy, że łaska Boża jest potrzebna do zbawienia. Ale…
[uwaga - to, co następuje dalej, jest wyłącznie moimi osobistymi przemyśleniami. Cytaty z Biblii z pamięci, mogą być niedosłowne]
Hymn do miłości – „z nich zaś największa jest miłość” tudziez „I gdybym posiadł wszelką wiedzę i wiarę taką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – nic mi nie pomoże”. Jezus – „coście uczynili najmniejszemu z tych braci moich – mnieście uczynili” [co ja rozumiem tak - jeśli nie kochasz brata, nie kochasz też Boga, jeśli czynisz dobrze bratu - czynisz dobrze Bogu].
O co tu chodzi? Otóż, moim skromnym zdaniem, o to: Chrystus jest Tym, dzięki Któremu zbawienie jest możliwe. Samo jednak stwierdzenie tego faktu zbawienia nie daje, jeśli nie idzie za nim postępowanie zgodne z Nim. Pamiętasz fragment, w którym Pan oddziela tych, którzy nakarmili Go głodnego, napoili spragnionego, odwiedzili chorego i w więzieniu itd? Potępia tych, którzy nawet oddając cześć Panu nie wspomogli swoich bliźnich. Ergo – samo to, że wierzyli w Niego nie wystarczyło, bo nie wypełniali Jego posłannictwa.
Oczywiście, to nie nasze uczynki nas zbawiają – ale też nie zbawia nas wiara. Zbawia nas ŁASKA. Pytanie brzmi tylko, jak na tę Łaskę odpowiemy. Ponownie – przypowieść o dwóch synach, z których jeden powiedział ojcu że pójdzie i zrobi co trzeba a nie poszedł, a drugi powiedział że nie pójdzie, a poszedł. Najważniejsze nie jest powiedzenie „Jezus jest moim Panem” [wybacz, że nie używam formy Jeszua, za bardzo kojarzy mi się z Bułhakowem ;)] a naśladowanie Jego przykładu.
I teraz dochodzimy do tego, co dla mnie jest niezwykle istotne. Wyjaśniłem już, czemu uważam, że wiara nie musi automatycznie oznaczać zbawienia – wiara bez miłości i dobra jest pusta, powierzchowna i fałszywa. A teraz sam zadaję sobie pytanie – czy możliwe jest zbawienie, gdy jest miłość a nie ma wiary?
Tu zapewne zaprzeczyłbyś, przytaczając choćby słowa Chrystusa z ewangelii janowej przytoczone w poprzednim poscie. A ja twierdzę inaczej. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze – Hymn o Miłości, „z nich zaś największa jest miłość”. Po drugie – moje prywatne sumienie i moje [zapewne bluźniercze, skrzywione itd - ale szczere, wierzące i moje własne] odczuwanie tego, jaki jest Bóg. A skoro Bóg jest miłością – to czy skazałby na mękę piekielną miliony Swoich dzieci tylko dlatego, że narodziły się przed przybyciem Mesjasza albo już po nim, ale na ziemiach, do których wieść o Nim nie dotarła? To tylko moje prywatne widzimisię, ale nie wierzę, by Pan zrobił coś takiego. I dlatego wspomniany cytat z Jana rozumiem nieco inaczej – „Ja” i „Mnie” to nie tylko Jezus jako Mesjasz, Którego uczczenie i wiara w Którego jest niezbędna do zbawienia; „Ja” i „Mnie” to dla mnie synonim Bożej miłości i przykładu nieskalanej dobroci i poświęcenia. I wierzę, że można nie być chrześcijaninem, a żyć tak, jak nakazał Jezus, kochając nieprzyjaciół i oddając swoje życie służbie innym, a poprzez to zasługując na życie wieczne. Co mnie osobiście cieszy, choć uważam się za chrześcijanina, bo oznacza to, że więcej ludzi zostanie zbawionych. A to dobrze.
Rozpiski o tym, jak cud fatimski jest dziełem Lux Pheriosa, nie skomentuję – tu po prostu ciężko jest dysputować, bo te same znaki odczytać można w dwojaki sposób. Za to strasznie mi się podoba, jak w Twoich wypowiedziach konsekwentnie odsądzasz katolicyzm od czci i wiary, odmawiając mu miana wyznania chrześcijańskiego [bo kult świętych czy papiestwo są o wiele ważniejsze od uznawania Jezusa Chrystusa i propagowania Jego przykładu...], po czym wielkodusznie stwierdzasz, że mimo wszystko szanujesz katolików, tak jak Paweł Ateńczyków [co jest, moim skromnym zdaniem, zahaczaniem lekkim o pychę, ale też i ja od tego wolny nie jestem, więc nie mi Ciebie oceniać. Po prostu spójrz na to przez chwilę i skonfrontuj ze swoim sumieniem ;)]. To takie… wysokie.
Endrju – Łukasz miał chyba na myśli, że jak umrze, to się przekona :D Tym niemniej dzięki za cytat ze mnie ;)
Cedrik – ja tam nienawiści nie odczuwam i u innych nie podejrzewam. Z resztą Twej wypowiedzi zgadzam się w 100%
Oczywiście masz rację. ;) Jednak ja o tym samym mówiłem – jeżeli ktoś naprawdę wierzy w Chrystusa, to za wiarą idą automatycznie także uczynki, bo w innym wypadku mamy pustą wiarę i hipokryzję.
Akurat ja Jezus i Jeszua używam zamiennie, jak mi wygodniej, aczkolwiek hebrajski Jeszua bardzo fajnie brzmi. ;> Sama miłość też jest naśladownictwem Jezusa, znasz go przecież. Emanuje wręcz od Niego na każdym kroku miłosierdzie i wydaje się on niesamowicie sympatyczny, ale potrafi też się ostro wkur…zyć. Podkreślam – zbawienie osiągamy poprzez naśladownictwo i wiarę w Chrystusa, taką prawdziwą. A to wszystko, o czym piszesz, idzie zaraz za autentyczną postawą chrześcijańską.
Stwierdzenie „Bóg jest miłością” to kłamstwo kościoła w żywe oczy. To tylko pół-prawda, bo gdyby Bóg był nieskończenie miłosierny to nie potępiałby, nie zabijałby tylu ludzi i nie dopuszczałby w ogóle istnienia piekła. A na to wszystko pozwala, bo jest sprawiedliwy – ustalił sobie zasady i nie może od nich odstąpić ni w lewo, ni w prawo; nawet jeśliby bardzo chciał. Kościół jednak nie dopuszcza myśli, że może zostać przeklęty za to, co robi. Żeby uspokoić ludzi i dać im cudowną alternatywę, stworzyli czyściec – co byś nie zrobił za życia, po śmierci trochę się pomęczysz i voila! – idziesz do nieba. Niestety tak pięknie nie ma, liczy się to co jest tutaj i teraz – albo pójdziemy za Chrystusem do nieba, albo oddalimy się od niego i zostaniemy wrzuceni do piekła, gdzie „robak ich nie umiera, i ogień ich nie gaśnie”.
Ostatniego akapitu nie rozumiem do końca. Oddzielam katolicyzm od chrześcijaństwa, bo to są dwie różne rzeczy. ;)
Natomiast nie mogę pałać nienawiścią do katolików, muzułmanów czy żydków, bo Jezus przecież też rozmawiał normalnie i z szacunkiem z faryzeuszami (mimo że byli oni idiotami). Tak samo Paweł. Ja tylko staram się naśladować Jezusa, nie jest to pycha, bo na tym polega chrześcijaństwo – nic nie poradzę. ;)
Jeszcze słowo na temat ludzi, którzy nie słyszeli o Bogu, bo nie mam czasu teraz dłużej. Wszyscy, którzy naprawdę szukają Boga, nawet jeśli w życiu nie słyszeli o Nim, odnajdą go, jak mówi Pwt.
„Wtedy będziecie szukali Pana, Boga waszego, i znajdziecie Go, jeżeli będziecie do Niego dążyli z całego serca i z całej duszy”
Zacznę od końca – ale czy odnajdą Go w Chrystusie? Czy może jest tak, jak powiedział pewien hinduski mędrzec, że wszystkie religie prowadzą do Boga, tylko różnymi drogami?
Ejże, bez „żydków”, Jezus też był Żydem :D A ze stwierdzeniem, że będąc katolikiem nie jestem chrześcijaninem jakoś ciężko mi się zgodzić. Chce Ci się mnie przekonywać?
Ideę czyśća przeinaczasz ostro, o czym sam wiesz, ale do takiej a nie innej opinii masz oczywiście prawo. A mówiąc o tym, że Bóg nieskończenie miłosierny nie dozwoliłby na zło, zapominasz o istnieniu wolnej woli. Dać komuś prawo do zrobienia tego, co chce, choćby miał popełnić błąd – i nie zmuszanie tego kogoś do bycia takim, jakim byśmy go chcieli – czy to nie miłość? Bóg daje nam wszystkim Łaskę i szansę na zbawienie, bo nas kocha. Bóg daje nam możliwość nieprzyjęcia tej Łaski, bo nie chce, żebyśmy byli bezwolnymi marionetkami. A to, że Bóg jest sprawiedliwy, jest w teologii Koscioła jasno powiedziane i wielokrotnie podkreślane, nie wiem czemu zarzucasz Kościołowi, że tego nie widzi ;)
A co do tych uczynków, wiary itd – zgadzamy się, że wiara potrzebuje wypełniania woli Bożej i przykładu Jezusa, żeby być prawdziwą wiarą. Tylko teraz dwa pytania: 1. Czemu mówiłeś, że uczynki i wypełniania przykazań nie prowadzą do zbawienia, skoro są integralną częścią prowadzącej do zbawienia wiary? Polska jest częścią Europy a Mazowsze nie jest częścią Europy? [Wiem, czepiam się strasznie, ale to właśnie ten rozdźwięk logiczny sprowokował całą dysputę... ;)] i 2. Jak z tymi, którzy czynią dobrze, nie wiedząc, że naśladują Chrystusa? Bo moim zdaniem – będą pomiędzy sprawiedliwymi.
Możesz myśleć inaczej, oczywiście.
Dlaczego nie mieliby odnaleźć go w Chrystusie, skoro jest On Bogiem? Nawet jeśli nie mają kontaktu z Jezusem, to mogą się rozejrzeć dookoła – ten genialnie zaprojektowany świat musiał stworzyć ktoś wyposażony w inteligencję i zmysł piękna.
Dlaczego ideę czyśca przeinaczam? Mogę czegoś nie wiedzieć, bo bardziej znam się na Piśmie Świętym niż na katechizmach. Dla mnie jednak taka idea w ogóle nie istnieje, bo w Biblii jest konkretnie zaakcentowane – albo wieczne męki, albo skakanie po łączce.
Co do wolnej woli masz rację. Bóg dał ją ludziom, bo nie chciał mieć ludzi ślepo w niego wierzących, chociaż mógł nie robić drzewa w ogrodzie i wszystko byłoby hepi. Bóg chce jednak, aby ludzie sami zrozumieli, że z Nim jest nieskończenie lepiej niż bez Niego. Chociaż dla mnie to nie tyle miłość, co po prostu wolność. Ale w jakiś sposób można to tak zintepretować. ;)
Bóg jest sprawiedliwy, ale kościół częściej od tego mówi, że jest dobry. A różnica między „dobry” a „sprawiedliwy” jest spora.
1. Uczynki i wypełnianie przykazań nie prowadzą do zbawienia. Same nie. Tylko po uwierzeniu w Chrystusa mają jakiś sens, bo jedyną drogą do zbawienia jest Jezus. Katolicki kościół twierdzi natomiast, że do zbawienia potrzebna jest wiara w Jezusa, przyjęcie chrztu, dobre uczynki, chodzenie do kościoła, miłosierdzie względem bliźnich etc. etc. etc.
2. Nie mam pojęcia, ale być może jest tak, jak mówisz. Nie mogę w tej chwili znaleźć, czy Biblia porusza to zagadnienie. Jestem jednak pewien, że Biblia jasno mówi, ba, Jezus jasno mówi: „Nie ma innej drogi do Ojca jak przeze mnie” [chyba].
BTW. Wiem, że Jezus był żyd(ki)em. ;P
Aha, kościół katolicki różni się na tyle od tego kościoła, który założył Jeszua, i na tyle odszedł od tego, co jest napisane w Biblii, że moim zdaniem nie można powiedzieć, że katolicy to chrześcijanie, a chrześcijanie to katolicy.
Czy odszedł to bym się mocno kłócił. Ale tu pewnie do konsensusu nie dojdziemy. Ja siebie uważam i za jednego i za drugiego, tyle z mojej strony.
Co do odnalezienia Boga – ok, to może każdy, ale nie każdy będzie wiedział, że jego Zbawcą jest Chrystus. I, według tego, co mi się wydaje, taki człowiek też może być zbawiony, bo nawet jeśli nie wierzy w Chrystusa, to Chrystus wierzy w niego.
Co do tego, co mówi Kościół – a Bóg nie jest dobry, przepraszam ja Ciebie? Gdyby był tylko sprawiedliwy, to nie byłoby Mesjasza, bo czym na Niego zasłużyliśmy?
„Bóg chce jednak, aby ludzie sami zrozumieli, że z Nim jest nieskończenie lepiej niż bez Niego. Chociaż dla mnie to nie tyle miłość, co po prostu wolność.” – danie komuś wolności = jedna z najwyższych form okazania miłości.
I powtarzam – WIADOMO, że Chrystus i Łaska przez Niego idąca są do zbawienia niezbędni. Tyle, że On już nam Siebie dał [vide dzisiejsza liturgia ;)]. I teraz pora na ruch z naszej strony – czyli właśnie uczynki miłości i dobra oraz wiara w Mesjasza. Chyba, że powiesz mi, że bez tychże uczynków można być zbawionym?
A Kościół o tyle różni się od Ciebie, że miłosierdzie, uczęszczanie do świątyni itp itd uznaje za elementy wiary w Chrystusa i zawierzenia Jemu. Nie dokłada dodatkowych wymagań, tylko poszerza zakres, jeśli łapiesz, co mam na myśli.
Odszedł, odszedł. Znam kościół i te wszystkie magiczne rytuały. No i sumtne jest, że to one wychodzą na pierwszy plan zamiast Chrystusa.
Moim zdaniem taki człowiek będzie zbawiony, pod warunkiem, że nie miał możliwości uwierzyć w Chrystusa. Jeżeli miał i ją odrzucił – leeeeć ptaszyno do diabełka. ;) Tak samo wielu katolików może iść, paradoksalnie, do piekła, bo wierzą najbardziej w księdza, moc sakramentów, chodzenie do kościółka w niedzielę i różańca.
Z tymi uczynkami jest ciężka sprawa. Dla mnie mają one drugorzędne znaczenie.
Poszerzanie zakresu jest zbędne i kompletnie nietrafione.
Dulak, na Twoim miejscu nie hype’owałbym tej dyskusji, bo wynika ona z Twojej głupoty. A ten skok odwiedzin jest hańbiący.
Jak dla mnie pytanie w kościele o modlitwę nie jest czymś nienormalnym ;) To tak jakbyś się oburzył że Cię na matematyce o pierwiastek z 9 zapytali ;)
Jackaloppe – a to czemu właściwie?
edson – Wybacz, ale to, czy rytuały wychodzą na pierwszy plan zamiast Chrystusa, to już wyłącznie Twoje prywatne odczucie. Ja mam inne. A i tak wszystko zależy od tego, na czym człowiek się skupi. A to zależy od człowieka, nie od Kościoła.
@Ufnal
Ludzie odwiedzali tę stronę ze względu na tę dyskusję. Chcieli zobaczyć czy Seph i Ty wygrają batalię, czy może edson. A wszystko kręciło się wokół idiotycznego wpisu.
Myślę więc, że kto wszedł po raz pierwszy tego bloga i przeczytał ten tekst – drugi raz tego już nie zrobi.
Jackaloppe – moment niby nie ten, żeby odpisywać… Ale w refleksyjnym nastroju przypomniała mi się i ta rozmowa. I chciałbym Cię poinformować, że NIGDY NIE BYŁO TU BATALII. A przynajmniej ja w takowej nie uczestniczyłem. Była dyskusja i wymiana poglądów.
I modlę się, żeby, może paradoksalnie ze względu na dzisiejsze wydarzenia, kiedyś każda debata publiczna w tym kraju była dysputą a nie batalią.
Oj, a w życiu to może Ci być (na pewno) potrzebne. Nie kościół, tylko ksiundz jest zuy.
kupa