Ja i moje chamstwo #2 – Piękny eufemizm
// Marzec 22nd, 2010 // Felieton

Witam w drugim już odcinku mojego, jak się okazało, w miarę cyklicznego felietonu, gdzie niezmiennie krytykuję i krytykować będę. Dzisiaj na tapetę swoich rozważań biorę Kościół, a tekst piszę pod natchnieniem rekolekcji, które właśnie skończyłem. Miłej lektury.
Jestem człowiekiem wierzącym. Staram się praktykować i żyć według Dekalogu. Tego Boskiego i własnego. Społeczeństwem powinno się sterować, ktoś powinien wskazywać dobrą drogę. Takie jest zadanie Kościoła. Kościół, pośród licznych swoich funkcji, jak najbardziej pozytywnie na nas wpływa, kształtuje psychikę i ogólnie czyni nas lepszymi. Jednak nie każdy z nas potrzebuje być kierowanym. Ja mam swój własny dekalog i oprócz tego Boskiego, również nim się kieruję. Mam swoją moralną hierarchię wartości. Jednak nie każdy ją ma, nie każdy jest na tyle inteligenty. I tu właśnie wkracza Kościół. Pomaga pogłębiać swoją wiarę i moralność, tym inteligentniejszym i zrozumieć Boski Dekalog tym mniej. Ja (i mam nadzieję Wy) należę do tej pierwszej grupy. Mam nadzieję, że wierzycie, w te ciężkie do uwierzenia historie pierwotnego Kościoła, żyjecie według Boskiego jak i własnego dekalogu. Mam nadzieję. A jeśli nie, naprawdę uwierzcie. Coby się nie waliło i paliło, nawet nie wiecie, jak modlitwa może pomóc.

Tak, wiem że byłbym dobrym kaznodzieją. Ale nie o tym dzisiaj chcę napisać. Przecież mam krytykować, więc płynnie przejdę do tej mniej przyjemniej części.
W ciągu czterech ostatnich dni, odbywałem rekolekcje. Z tytułu przystępowania do Sakramentu Bierzmowania, jak i własnej chęci posłuchania ciekawego przemówienia, osoby inteligentnej z głębokim życiem duchownym. Gdy trzeciego dnia rekolekcji, Kapłan przemawiał, byłem wielce zniesmaczony. Chyba jako jedyny w kościele zwróciłem na to uwagę. Ksiądz, który przyjechał z Ukrainy na msze rekolekcyjne, podczas swojego przemówienia opowiadał, między innymi o trudnej sytuacji finansowej swojej parafii. Podczas swojego zawiłego wywodu, o tym jak to nie mogą skończyć jakiś tam prac budowlanych, mówił że jeśli Bóg pozwoli i ludność dopomoże, w lecie tego roku skończą budowę. Piękny eufemizm tego, że po prostu brakuje kasy. Milion razy bardziej wolałbym, gdyby powiedział pod koniec przemówienia jako swoisty post scriptum, wprost, że jego parafia potrzebuje wsparcia finansowego i jeśli możecie / macie chęć nas wspomóc, będziemy bardzo wdzięczni. Rzygać mi się chciało jak tego słuchałem. Oczywiście wspomogłem finansowo rzucając tę dychę na tacę i kupując jakąś durną książeczkę o jakimś miejscu, gdzie diabeł mówi dobranoc. Oczywiście cały ten cyrk na kółkach dowodzi, jak świetnym mówcą był owy Ksiądz, ale jednak wolałbym, żeby nie traktował społeczeństwa do którego mówi za ciemny ludek, wmawiając im piękne bajeczki. Oczywiście z całego serca życzę, żeby sytuacja w jego parafii wyszła na prostą, a moja dycha była jakąś tam cegiełką trzymającą całość.
Pomimo tego wszystkiego, rekolekcje naprawdę dały mi sporo do myślenia, pomagając zrozumieć, co muszę jeszcze zmienić w życiu żeby być lepszym. Mam nadzieję to zmienić. A jako postanowienie rekolekcyjne stawiam sobie, ograniczyć swój cynizm.
Oczywiście z tym wszystkim mogę się mylić, ale jak na 16 letniego gnojka mam nieźle wyrobiony światopogląd. Niestety, nawet pomimo tych rekolekcji, nadal rzygać mi się chce, jak siedzę na ławce w szkole i słyszę, wyraz na „k” lub „ch” z częstotliwością 5 na sekundę, albo mimowolnie słucham o tym, jaki to nowy, „wspaniały” pomysł wymyślili moi rówieśnicy na schowania szluga…
Odbiegłem od tematu, ale całą dzisiejszą wypowiedź spuentuję w następujący sposób
Cholerne pieniądze. Nawet Księdzu ością w gardle staną.





Szesnastolatkowie komentujący problemy organizacji starszej niż ich ojczyzna, większej niż populacja ich ojczyzny i bardziej złożonej niż najbardziej skomplikowane skrypty. Tak, to fajnie, że masz coś do powiedzenia.
Wiara polega na szukaniu ścieżek i docenianiu. Może właśnie taka a nie inna napotkana sytuacja miała Cię uczynić wrażliwszym na konkretny bodziec, który nie wiadomo w którym momencie życia przyda Ci się nieziemsko?
A może miała być własnie triggerem do rozejrzenia się za inną parafią, za innym kaznodzieją. Za innym podejściem do modlitwy.
Ale nie. Najlepiej ponarzekać. Jasne, przecież to takie konstruktywne.
A parę rzeczy z innej bańki:
- ‘tę’ a nie ‘tą’
- podpisywanie w subie autora obrazka jest trochę bzdurne, zważywszy na spory tegoż tag na samym obrazku
- nie jest fizycznie możliwe mieć wyrobiony światopogląd w wieku lat szesnastu. Chemiczne procesy dojrzewania i rozwoju kończą się w Twoim przypadku w najszybszej opcji dopiero za kilkadziesiąt miesięcy. Ale to miło, że masz aż takie mniemanie o sobie.
- skoro rzygać Ci się chciało to czemu tę dychę rzuciłeś? Przecież świadczy to o niewyrobionym zdaniu, jeśli tak łatwo odpuściłeś
- Empatia, Piotrze. To to słowo, które Ci umyka co, tak na czuja, dwanaście sekund. Chciałbym zobaczyć Ciebie próbującego zorganizować fundusze takiej skali. Jasne. Ty byś nie poprosił
- odbiega się ‘od’ tematu. „Ot”, to se możesz zdanie rozpocząć
- i wiele, wiele więcej ;]
Wiesz Seph, oczywiście że pieniądze są potrzebne, bo z pustego i Salomon nie naleje. I nie wymagaj ode mnie nieomylności. Gimnazjum to z tego co ludzie mówią, najbardziej zjebany pomysł w historii edukacji, więc jak na poziom rówieśników z jakimi mam do czynienia codziennie , ja jestem w porównaniu z nimi, normalnym, poukładanym nastolatkiem, który może patrzy z innego kąta na rzeczywistość.
A Kościół należy szanować chociażby ze względu na to, że istnieje 2 tysiące lat.
P.S. Dzięki, za wytknięcie błędów. Tekst pisany, że tak to określę – na szybko, więc i literówki się zdarzają.
Nie wymagam od Ciebie nieomylności, wymagam nie używania takich kwiatków jak „Gdy trzeciego dnia rekolekcji, Kapłan przemawiał, byłem wielce zniesmaczony. Chyba jako jedyny w kościele zwróciłem na to uwagę. „. No przecież oczywiście, że NIKT poza Tobą nie został jakże zniesmaczony napotkaną sytuacją.
Pisanie o sobie w taki sposób w jaki Ty to czynisz zasadniczo trochę rozwala mi głowę. W życiu bym nie wpadł, żeby w rozmowie „na serio” napisać, że jestem „normalny i poukładany”. Stary, nie pisz tylko udowadniaj. I nie ciesz się taki super porównując się jedynie z otoczeniem. Na tle rozmazanej sraki to nawet kamień wygląda majestatycznie.
… Rytualne obrzezanie kobiet w rejonach południowej Afryki też ma coś koło 2 tysięcy lat. A jakoś nie zamierzam tradycji szanować.
Fe.. nie przytaczaj tutaj obrzezania bo mi się program Cejrowskiego przypomina :P
P.S.
Jak na 16 letniego gnojka, piszę jak najwięcej, żeby się uczyć i pisać coraz lepiej. I żeby kwiatków było mniej. Trening czyni mistrza.
Przytoczyć można przykład. Ja obrzezanie wspomniałem. Kolokacje ftw.
Nie miałem w zwyczaju mając 16 lat (a z tego co pamiętam miałem wtedy już na koncie dwie pełnoprawne prace i trochę publikacji) mówić o sobie, że jestem w jakikolwiek sposób lepszy od kogokolwiek. Do takich stwierdzeń trzeba albo żartobliwego głosu albo naprawdę konkretnych argumentów popierających tezę. Porównuj się z najlepszymi, dopiero wtedy porównanie ma sens.
Ty to umiesz motywować :)
Andrzej – jaki ma sens porównywanie się do najlepszych? Demotywacja w tym co się robi? Np. zajmujesz się tworzeniem systemów operacyjnych. Zrobiłeś ich 10. Ale wiesz, że Bill Gates zrobi to lepiej. Więc chcąc, nie chcąc przestajesz to robić, bo jesteś gorszy i zawsze zrobisz to gorzej. Czyż nie? :)
Bzdurne przejaskrawianie przykładów w celu wybronienia swojej pozycji też nie ma sensu ;)
Zobacz. Piszę w Internecie. Jedną stronę prowadzę sam, na drugiej mam przyjemność dowodzić grupie zdolnych Graczy. Czy w związku z tym mam nazwać się superfajnym bo jestem lepszy niż 3/4 znanych mi rówieśników? Czy też spojrzeć z lekką nutą podziwu i zazdrości na czołowych polskich bloggerów tudzież pozycję, jaką wypracowała sobie np. Polygamia i jeszcze mocniej dokręcić śrubę?
A co do Twojego niesamowicie przemyślanego tekstu z Billem Gatesem – pchanie się w wyeksploatowaną branżę jest logicznie do wytłumaczenia tylko jeśli masz rewolucjonizujący pomysł. W innym przypadku jest to skazanie się na niewolnictwo pracy u innych (tzw. kreatywne samobójstwo).
„Księdzu”? Od kiedy piszemy „Nauczycielu”, „Prostytutce”, „Papieżu”? To są ludzie! Z jakiej racji pisać to z wielkiej?
Nie rozumiem ludzi plujących na kościół. Sam go nie lubię, bo odszedł od Boga, ale robi dużo dobrego. Dużo więcej niż taki ktoś jak ja czy ty może sobie wyobrazić. A że kasa jest potrzebna? Nikt nie przystawia pistoletu do głowy tylko informuje – „dajcie kasy, bo potrzebujemy, ale to wasza decyzja”. Wszystko opiera się na pieniądzach, na taką skalę zrobienie czegoś bez nich jest niemożliwe.
Masz własny dekalog? Raczej zasady, bo wątpię, żebyś spisał nad łóżkiem swoje dziesięć przykazań. Tak nawiasem mówiąc, to 10 przykazań, które znasz, różni się od tych z Biblii. Ale i tak 90% społeczeństwa mamy ciemne i ślepo zapatrzone w to, co im się mówi.
Co masz na myśli przez Kościół (soręsik, ale – dopóki nie mówimy o konkretnym budynku – pisze się to wielką literą :)) odchodzący od Boga?
Dobre pytanie Kradziej. No właśnie. Rozwiń tą myśl Edson.
OMG 10 zł na tacę? Mi to nawet 50 groszy szkoda, zakładając, ze pójdę raz na pięć lat do tej świątyni zła.
Z całego serca życzysz, żeby księża mięli Maybachy za pieniądze emerytek? :)
Dla mnie Kościół (w dzisiejszych czasach) to jedna wielka organizacja mająca na celu okradanie emerytek. A wcześniej to organizacja mająca na celu palenie czarownic i heretyków. Inkwizycja FTW!
Mógłbym tutaj jeszcze napisać coś mądrego i bez ironizowanie, jednak zajęło by to za dużo miejsca i czasu. :)
Wiem, że pisze się jako wspolnotę wielką literą, ale celowo robię inaczej. ;)
Cóż, zbyt dużo by tutaj pisać, ale chodzi mi o to, że bardziej trzymają się tradycji niż Biblii, przez co ich nie lubię. Jaki kult Maryi? Jaki czyściec? Jaka hierarchia? Jacy święci? Jakie 10 przykazań? Jakie „Bóg jest miłością”? I przez takie rzeczy tworzy się zakłamany obraz Boga znanego z Biblii. To tylko przykłady, które teraz mi przyszły na myśl, ale nie chce mi się teraz tego rozwijać. ;) W każdym bądź razie Bóg i Biblia to jedno, a kościół to całkiem co innego.
Straszna samochwała jesteś, tak na marginesie. ;P Jeżeli jestem od kogoś w czymś lepszy, czy to umysłowo czy fizycznie, staram się to ukrywać. Czasami jednak wybucham i muszę, muszę się do tego przyznać.
A co do kościoła, nie lubię go, jego zasad, tego, co narzuca ludziom wierzącym i jego strasznie sztywnego regulaminu. Jestem Ateistą. Nie wierzę w Boga. Nie czuję wewnętrznego przymusu, aby czcić i wielbić coś, co nawet nie wiem, czy istnieje. To jeden z powodów.
See ya.
I znowu lecim z punktami.
@Dulak
1) Skoro „dobre pytanie”, to może byś odpowiedział. Ja rozumiem, że ‘moderowanie sporu’ to Twoje nowe hobby, ale są pewne granice.
2) Co do Twoich radosnych twittnięć – rozwinąłem spór dotyczący merytoryki wpisu, nie zaś teologiczny.
@Markush
A może powiedziałbyś coś mniej oklepanego i, w ramach wyjątku, przemyslanego? ;)
@edsonpele
Już pomijam, że możemy być Katolikami na milion sposobów (wiesz, że jest całkiem popularny odłam wyznający >jedynie> Boga i Biblię? Coś dla Ciebie). Ale, oh well, jestem Chrześcijaninem czystej wody a w życiu byś nie pomyślał, widząc mnie lub moje zachowania na pierwszy rzut oka. Nie mówię, że nie grzeszę lub że cisnę wg. wszystkich przykazań (btw, od tego są zakony zamknięte) ale wiesz, wiara to tylko i wyłącznie Twoje do niej podejście. Interpretację czerpiesz z kazań i tradycji, to co robisz potem to właśnie ta osławiona Wolna Wola.
Można się w naszym polskim środowisku kościelnym świetnie odnaleźć. Grunt to chcieć :)
Jeśli masz możliwość do wpadnij na msze w duszpasterstwach studenckich Wrocławia lub Wawy. Księża tacy jak Malinowski albo Pawlukiewicz sprawili by w niecałe 20 minut, że pokochałbyś Kościół jako całość od razu. Są młodzi. Są wygadani i nowocześni. I wiedza, że nam trzeba wiedzę o Bogu sprzedawać trochę inaczej, niż przyjęły w zwyczaju kultywować nasze kochane bereciki ;) Swoją drogą – kazania księdza Piotra Pawlukiewicza można ogarnąć w sieci i na iTunes (jako podcast). Słucha się lekko, parska śmiechem co parę minut a potem zostaje z pozytywną energią na resztę dnia. + po minucie totalnie zapominasz, że słuchasz kolesia w szatach liturgicznych. Brzmi jak inteligentny kumpel strzelający akurat szybki wykładzik dla zabicia czasu :)
@Burczyn
Ateizm nie oznacza niewiary w Boga stricte :) Zakłada on sceptycyzm względem istnienia istoty Boga, zakłada on pełną mu obojętność. Jeśli Kościoła nie lubisz to, no cóż, zgodnie z definicją nie możesz się ateistą nazywać. Przykro mi ;)
*Mu, w ostatnim akapiciku ;)
Do kościoła chodzę co niedzielę, ale nie po to, żeby wysłuchiwać jedynie o tym jak to ksiądz pojechał autostopem do Gdańska, ale również po to, aby się pomodlić – np. za zdrowie chorej babci jak i o inne rzeczy.
PS. BTW Ale tak jak piszą inni samochwałą trochę jesteś ;)
@Andrzej
Możesz prościej? Taka malutka prośba, bo nie wiem, czy dobrze rozumiem twój przekaz.
@Burczyn
Przykro mi być aż tak bezpośrednim, ale nie mogę się powstrzymać. Prościej się nie da :)
Ewentualnie, dla ułatwienia, podpowiedź: „stricte” oznacza w tym kontekście „per se”, „jako takiej”, „dosłownie” :)
Ateizm to obojętność wobec Boga, więc jeśli nie trawisz kościoła, ateista z Ciebie żaden.
Andrzej @ Serafin:
Ok. To w takim razie kim jestem? Hm? Wkurza mnie polityka w kościoła, nie wierzę w Boga, w żadnego. Byłem pewien, że w takim przypadku jestem Ateistą.
@Burczyn,
Ty masz czternaście lat. Poczekaj może tak chociaż do szesnastki z sądami o swojej osobie, co? Nie masz nawet 1/10 wiedzy potrzebnej do decyzji „kim się zostanie” ;)
Młodzieńczy bunt FTW! :D
Jeśli twierdzisz, że społeczeństwem powinno się kierować, to w takim razie powinniśmy wrócić do jakże pięknego okresu, którym był komunizm ;) Nie jestem przekonany do tego, że Kościół kształtuje psychikę. Raczej, jak sam piszesz, wskazuje dobrą drogę – ale te dwa terminy się nie pokładają. To, co wyniesie dana osoba będąca na mszy świętej z kazania, jest bardzo uzależnione od kapłana oraz od samego uczestnika obrzędów. Nie ma wszędzie ideałów i czasem zdarza trafić się na kapłana, z którego poglądami nie sposób się zgodzić, a także – nie każdy zrozumie dogłębny sens przekazywanych treści. Psychikę prędzej rzeźbi się w domu i w szkole, gdzie spędza się najwięcej czasu w swojej młodości.
Co do księdza z Ukrainy – wydaje mi się, że ubranie tego w eufemizm było lepsze. W końcu, gdybyś poprosił kogoś o pieniądze, powiedziałbyś wprost „Hej, potrzebuję kasy, daj stówę”? Raczej wątpię. Zrobiłbyś to zdecydowanie delikatniej, a przede wszystkim – nie tak dosadnie. I to, o czym wspomniał Sephirath – pojawiła się nutka hipokryzji – bo skoro zbulwersowało Ciebie to kazanie, to – na zdrowy rozsądek – nie powinieneś dać ofiary.
Piszesz, że wymagasz tego, aby lud w kościele nie był traktowany za „ciemny ludek”. OK, nie mam nic przeciwko, tylko że na rekolekcjach pojawiło się sporo osób w naszym wieku, przytoczonych w jednym z ostatnich akapitów – więc jednak jak ma tak nie traktować, skoro odłamek tych ludzi (może nawet i spory), jednak nie jest obdarzony wielką inteligencją (mówię to na podstawie ocen, zachowania i własnych obserwacji)? ;) W każdym bądź razie, nie wydaje mi się, żeby wiernych traktował jako ciemną masę.
P.S – popraw kilka błędów, „jago”, „na prawdę”; a co do postanowienia – to chyba ograniczenie cynizmu Ci się udaje, co widać na co dzień
@Andrzej
Szczerze mówiąc, w tej całej sprawie jestem nieco ignorantem. Prawda jest taka, że nie mam zamiaru wierzyć, i wcale w tej kwestii nie będzie decydował wiek. Jestem młody, czasami głupi, ale tego, co wewnętrznie czuje i jakie zdanie mam na temat Boga i Kościoła nie będzie dyktował mi nikt. :)