Z życia wzięte

// Maj 27th, 2010 // O wszystkim i o niczym, Pisane w afekcie

Od dawna nie pisałem. Tak, wiem to wszystko przez moje lenistwo. No prawie wszystko przez lenistwo. Bo w dużej mierze to zasługa World of Warcrafta i Battlefielda Bad Company 2 oraz masy rzeczy na głowie. A żyjąc według filozofii „co możesz zrobić dzisiaj – zrób jutro, a co musisz zrobić jutro, zrób pojutrze. W ten sposób będziesz miał dwa dni wolnego” robię jeden krok do przodu i dwa do tyłu. Pod różnymi względami. Ale co u mnie słychać? O tym w rozwinięciu.

„Najsampierw” chciałem się wyżalić. Otóż w najbliższą sobotę mam bal gimnazjalny. Sądząc już po tym, że podjąłem temat tej szopki zapewne domyślacie się, że mój stosunek jest lekko negatywny. Ta impreza owszem, może być udana, ale zapewne nie będzie, a przynajmniej na taką się zapowiada. Bo jak zwykle ktoś swoimi „wspaniałymi” pomysłami musi wszystko spieprzyć.

Polonez. Zdążyłem przez ostatnie 2-3 tygodnie zmienić stosunek do tego tańca ludowego z obojętnego przez prawie pozytywny, aż do stanu gdzie na sam dźwięk tego słowa dostaję ataku agresji. Pomijając fakt, że organizacja balu leży i woła o pomstę do nieba, to sam bal miał być dobrowolny. A nie jest. Gdzieś w okolicach początku miesiąca lutego wyszła inicjatywa zrobienia takiego spotkania. Chętni mieli się w pisać na listę, a dalsze uzgodnienia miały się odbywać tylko w gronie zainteresowanych. Ale oczywiście chętnych brak. No tak, to powinno dać do zrozumienia dyrekcji, że jak chętnych brak to nie ma sensu próbować organizować bal jeszcze raz. Z założenia „dobrowolnego” , który okazał się wcale taki nie być. Wracając do tematu poloneza, bal właśnie ma rozpocząć się od tego tańca. I znów taniec miał być dobrowolny, lecz jakimś dziwnym trafem ktoś wpisał mnie na listę nie pytając mnie o zgodę. No halo? To jakby ktoś miał wziąć kredyt w moim imieniu, on ma pieniądze, ale ja spłacam. Ok, ja jestem nonkonformistą i nigdy nie będę robił czegoś, co budzi we mnie wewnętrzny sprzeciw. Toteż święcie przekonany, z myślą w głowie a’la „mam to gdzieś” w najmniej spodziewanym momencie powiedziałem magiczne słowa „chcę zrezygnować”. No, fajnie niby żaden problem, ale znów jakimś dziwnym trafem dowiedziałem się, że oprócz tego, że mnie wpisano na listę, to już odgórnie ktoś przypisał mi partnerkę. Chcąc nie chcąc, nie miałem zamiaru dziewczyny urazić i można by bezproblemowo takiej sytuacji uniknąć pytając się mnie po prostu o zdanie.

Nie przejmując się zbytnio wyszedłem z sali lekkim krokiem, a za mną poszło kilka osób, które zdecydowane do końca nie były, czy chcą w tym brać udział. Mija weekend, zaczyna mnie szarpać sumienie. Mija poniedziałek, wtorek aż w reszcie pod namową ogromnej rzeszy osób i spojrzeniami koleżanek nie cierpiących sprzeciwu w mojej głowie zrodziła się o to myśl: „Aaaa do cholery, co mi tam..”. Od pomysłu do realizacji nie minęło więcej niż dwie godziny i z chmurną minął znów stanąłem na parkiecie tej pieprzonej sali gimnastycznej.

ALE problem polegał na tym, że zmienić partnerki nie mogłem. Z tuzin dziewczyn mnie namawiało, ale aż takim skurczybykiem nie jestem bym ją zmienił. Bądź co bądź to jej właśnie odmówiłem i głupio by było, bym wrócił z własnej nieprzymuszonej woli na próby z inną. Wtedy każdy zorientował by się, że problemem nie jest polonez, acz partnerka.

I nie chcę tutaj oczywiście jej krytykować bo jakby nie patrzeć to ją szanuję i bądź co bądź nawet lubię. Ale tak sztywnej osoby, nie ma drugiej na ziemi. Hipotetycznie oczywiście.

Trafiłem nie pod ten adres, pod który powinienem. Już knuję intrygi jak utrzeć nosa osobie, która specjalnie zrobiła mi na złość wciskając w ręce owej koleżance. Ja – zdrowo szurnięty nastolatek, któremu w poradni pracy powiedziano że ma zadatki na profesora filozofii z zupełnie poukładaną osobą, skrytą i cichą. „I jak tu się nie wkurwić” cytując Liroya, kiedy osoba dla której zdecydowałem się na tego poloneza nie raczy nawet się uśmiechnąć słysząc komplement ode mnie, by poprawić nastrój nastolatce w okresie totalnego buntu. Wróciłem na próby tylko z powodu empatii jaką darzę tą osobę. I co z tego mam? „Łaski mi nie robisz.” Ano nie robię. To w takim razie po jakiego grzyba tuzin osób truło mi za przeproszeniem dupę przez ponad tydzień, żebym jednak z nią tańczył, skoro ona sama nawet nie wie czy tego chce.

W ogóle po co ja idę na ten bal? No właśnie nie wiem. Nie integrowałem się w 1% ze społecznością mojej szkoły przez 3 lata wspólnej nauki, to po co mam się integrować na sam koniec? Może jestem jakiś odrobinę aspołeczny, ale w tej szkole oprócz zwyczajowego „cześć” tudzież „siema” milionowi osób na korytarzu codziennie, NAPRAWDĘ szanowałem może z 10 osób na krzyż. W tym obecnego tu Matroxa, którego w poloneza i bal równie skutecznie wkręcili, jak mnie. Ale to osobna historia, którą może on sam Wam opowie.

Reasumując moją już nazbyt przydługą opowieść, zawsze przed podjęciem JAKIEJKOLWIEK decyzji niech Wam się włączy lampeczka w głowie mówiąca „UWAGA! Analiza konsekwencji! UWAGA!”. Oczywiście pomijając takie błahe decyzja jak to, czy kupić bajgla czy pączka z dżemem w cukierni na drugie śniadanie. Wierzcie mi, to czasami naprawdę pomaga pozbyć się w przyszłości kłopotów i niejasnych sytuacji, z których rodzi się tylko irytacja.

~~

Nazbyt się już rozpisałem, toteż dodam tylko że wraz z Matroxem kupiliśmy sobie Battlefieldy Bad Company 2,  w które zagrywamy się we dwóch po sieci. Przyznam, że zabawa jest przednia. Zakup był specjalnie opłacalny, gdyż niewygórowana cena 100zł w promocji to naprawdę nie dużo za grę sprzed kilku miesięcy. Mojej recenzji można się spodziewać mam nadzieję nie długo.

Trzymajcie się ciepło i serdeczne Bóg zapłać osobie, która zepsuje mi sobotni wieczór.


14 Responses to “Z życia wzięte”

  1. Burczyn pisze:

    Niezłe masz branie.
    A ty znowu narzekasz – no do kurwy nędzy, znajdź ty w życiu trochę pozytywizmu.
    Wszędzie tylko narzekanie i narzekanie. Aż się odechciewa komentować.

  2. Dulak pisze:

    Nie no nie narzekam aż tak. Codziennie dziękuję Bogu że mam zdrową rodzinę, względne szczęście i jestem szczęśliwy. Z tego że mogę sobie zrobić małą przyjemność kupując np. grę.

  3. Burczyn pisze:

    Przyznam, że ostatnio się trochę uspokajasz pod tym względem, ale pamiętam czasy, gdy na blipie dawałeś conajmniej kilka blipnięć odzianych w melancholię, samozagładę, zdenerwowanie.
    Krytyka podobno pomaga, nic nie mam do twojej persony, ale zachowanie trochę zaczęło drażnić. ;)
    Dobra, wpis skomentuję kiedy indziej.

  4. Dulak pisze:

    Wiesz, zawsze powtarzam że uargumentowana krytyka, to dobra krytyka :)

  5. Marksuh pisze:

    Ja mam bal 10 czerwca… Szmat czasu, zeby się psychicznie na to przygotować. U mnie na szczęście nie musieli wciskać ludzi na siłę do poloneza, bo było sporo chętnych. A nawet jakby nie było to u nas „dzieci nauczycieli mają obowiązek”. I ja też nie wiem po kiego idę na ten bal, też przez te 3 lata nie włączałem się w życie klasy, ani szkoły (oprócz występów kabaretowych). Z klasy to może bliżej poznałem z 5 osób (nie licząc starych znajomych).
    ***
    A co do narzekania. Taka już natura Słowianina.

  6. Cedrik pisze:

    ,,Mamy Cię”, jak to mówią… pffh. Ta, trzeba przecierpieć. I już…
    Bądź silny. Bo i innej rady już nie ma…

  7. Dulak pisze:

    Jest już po balu. Teraz się przygotujcie na ostry zjazd.

  8. Absurd pisze:

    Ja zawsze uważałem, że te bale gimnazjalne i maturalne to głupota. Mimo że się dobrze bawiłem na nich.
    Co do narzekania i filozofii, to pod tym względem baaaardzo przypominasz mnie w tamtych czasach. Rada od kogoś kto już przez to przeszedł – nie narzekaj, udawaj, zaciskaj zęby, ale nie marudź bo cię nazwą żałosnym. Oczywiście nie tłum uczuć, ale je zachowaj dla zaufanych osób.
    No i dzięki za odzew. Nie spodziewałem się, że ktokolwiek zajrzy na mojego bloga, a już tym bardziej że ty. :P

  9. Absurd pisze:

    Tzn. w sumie mnie nikt nie nazwał żałosnym i nie dał odczuć że go moje marudzenie męczy. Raczej sam się dołowałem, taka koszmarna spirala. Ale po gimnazjum mi przeszło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. :P

  10. Dulak pisze:

    @ Beez
    A widziałeś Beezik moje armory :P?

  11. Absurd pisze:

    Tak btw. to nie masz po co czekać na linki na Blipie bo go nie używam i używać nie zamierzam na razie. :) Twitt za to jest:
    http://twitter.com/theacetone

  12. Dulak pisze:

    Z synchronizuj ptaszka z blipem i po kłopocie :)

  13. Absurd pisze:

    Sam se ptaszka zsynchronizuj! Że co? Że Twitter? Pomyślę. :D

  14. Dulak widzę jak ja ;) Zero optymizmu ^^ cóż, takie życie, ja będę miał bal za rok, mam nadzieję że będzie udany ;)

Leave a Reply