Posts Tagged ‘Przemyślenia’

On melancholy day

// Czerwiec 20th, 2010 // 9 Comments » // Muzyka

Nie wiem czemu, ale prawie zawsze w sobotnie i niedzielne poranki nachodzi mnie melancholijny nastrój. A jeżeli na dodatek za oknem deszczowo, wręcz pewne jest, że kolejne dwie godziny spędzę na słuchaniu nastrojowej muzyki i rozmyślaniu. Wbrew pozorom nie jest to nudne zajęcie. Poukładanie myśli, często tak bardzo pomaga, jak pomagać może tylko… modlitwa? O ile wierzy się w Boga, rzecz jasna.

Przejdę jednak do meritum sprawy. Otóż właśnie w takie dni, gdy człowiek nie ma ochoty na słuchanie ani specyficznego AC/DC, czy Linkin Parku idealne są takie piosenki jak ta, o której dzisiaj będę mówił. Mianowicie o utworze T.Love – Bóg

(więcej…)

Everything and Anything

// Kwiecień 17th, 2010 // 28 Comments » // O wszystkim i o niczym

Przez pryzmat niedawnych, tragicznych wydarzeń mój blog po tygodniowym zatrzymaniu budzi się do życia. Piszę tu m.in. o rozrywce, czy często krytykuję kogoś lub coś. A wydarzenia pamiętnej soboty ani rozrywkowe nie były, a tym bardziej krytykować ich nie należy, bo o zmarłych albo mówi się dobrze, albo wcale.  Dlatego też dopiero dzisiaj słów kilka rzeknę. A rzeknę o tym, co się u mnie ostatnio dzieje.

(więcej…)

Ja i moje chamstwo #2 – Piękny eufemizm

// Marzec 22nd, 2010 // 26 Comments » // Felieton


Witam w drugim już odcinku mojego, jak się okazało, w miarę cyklicznego felietonu, gdzie niezmiennie krytykuję i krytykować będę. Dzisiaj na tapetę swoich rozważań biorę Kościół, a tekst piszę pod natchnieniem rekolekcji, które właśnie skończyłem. Miłej lektury.

(więcej…)

Krytycznie o sobie

// Luty 16th, 2010 // 5 Comments » // Pisane w afekcie

Wpis dedykuję pewnej osobie, którą uraziłem, za co serdecznie przepraszam.

Dobry wieczór

Czasami w życiu bywa tak, że nachodzi Cię refleksja. Refleksja na najróżniejsze tematy. I przyszedł w życiu taki czas, że refleksja dopadła i mnie.

Pewnie większość z Was wie, że odbywam teraz rehabilitację. Codziennie przebywam między setkami chorych dzieci, okaleczonych, niedorozwiniętych, chorych, zdyskwalifikowanych już na starcie. Dzieci, które w przyszłości być może nie osiągną sukcesu, przez kalectwo, które je dotknęło. Przebywając w takim towarzystwie ogarnia mnie z dnia na dzień coraz większe przygnębienie. Ja – nastolatek, z lekkim skrzywieniem, spowodowanym wzrostem, który jest cholerny cynikiem, który szydzi z każdego bez wyjątku, ja – uważający się za osobę z kamiennym sercem, kłamiący bez mrugnięcia okiem prosto w twarz, rozklejam się. I nic na to nie poradzę. Nie mówię, mam też sporo dobrych cech, ale nie dziś o tym. Dzisiaj będę sam po sobie jeździł. Nie oszczędzę suchej nitki na sobie. Mówi się, że należy umieć śmiać się z samego siebie. Zmienię to przysłowie – należy umieć patrzeć na sobie krytycznym okiem.

Rozklejam się i nic nie poradzę. Zamiast mieć zwyczajowo wszystkich gdzieś, zamiast ignorować wszystko na około zaczynam się zastanawiać. Każdy chce być wyjątkowy. Każdy chce być inny, czym się wyróżniać spośród tłumu. Ci ludzie, których codziennie przez 3 tygodnie będę widywał, oddaliby wszystko, żeby przez chociaż jeden dzień być normalnym. Normalnie móc wstać o własnych siłach i zrobić cokolwiek. Cieszcie się, że możecie wstać. Cieszcie się, że macie nogi. Bo nie wszyscy je posiadają…

W atmosferze totalnego przygnębienia, przechodzę do konkluzji – jestem dziwny. Swoje „rozklejanie się” przenoszę na innych. Zamiast zamknąć się i samemu sobie radzić, przenoszę swoje – mówiąc bardzo kolokwialnie – wkurwienie na bliskich. I tym samym zrażam do siebie ludzi. Czasami nieumyślnie, czasami po prostu przez „naburmuszoną minę”, ale jednak. I wiem, że zrzędzę jak stary kaznodzieja, ale trzeba się ogarnąć. Trochę zastanowić nad sobą. Ja się zastanowiłem i teraz wiem, co muszę zmienić.

„I’m no hero. Never was. Never will be.”